Orbis Linguarum

Orbis Linguarum


Orbis
Aktuell
Diskussion
Suche
Archiv
Register
Redaktion

Bestellung

Impressum




Reinhart Koselleck: Semantyka his­to­ryczna. Wybór i opracowanie: Hubert Orłowski. Tłumaczenie: Woj­­ciech Ku­nicki. Wydawnictwo Poznań­skie (= Po­znań­ska Biblioteka Niemiec­ka, t. 12). Poznań 2001, 568 str.

Interdyscyplinarność jest sztuką trudną i niebezpieczną, naraża bowiem uprawiającego ją badacza na ataki z jednej i drugiej flanki. Jest spojrzeniem niekonwencjonalnym, a za­tem irytującym, burzącym utarte w danej dys­cyplinie wyobrażenia. Ale taka postawa sowi­cie się opłaca. Wykroczenie poza ustalony ho­ryzont danej dyscypliny prawie zawsze przy­no­si nowe ustalenia, relatywizuje rutynowe po­glądy. Semantyka historyczna Reinharta Ko­­sellecka, wydana niedawno w serii Poznań­skiej Biblioteki Niemieckiej jest właśnie takim dziełem, przekraczającym ustalone granice. Solidnie wydany, dobrze ważący w ręku tom obiecuje długie godziny ciekawej lektury i co ważniejsze, obietnicę tę spełnia z nawiązką.

Tytuł dzieła może być dla potencjalnego czytelnika mylący. Sformułowanie "semantyka historyczna" nasuwać może skojarzenia z dia­chronicznym ujęciem semantyki. Taka błędna interpretacja wynika jednak właśnie z inter­dyscyplinarnego, nowatorskiego charakteru książki. Chodzi tutaj o coś zupełnie innego, a mianowicie o zderzenie historii jako nauki z faktem, że o dziejach ludzkości opowiadamy językiem, używamy określonych pojęć, które też ulegają dziejowym metamorfozom. Zada­nie historii, polegające na rekonstrukcji tego „jak było naprawdę” podlega w opisie filtracji i deformacji wynikającej z użycia danego sys­temu pojęciowego i językowego, który sam w sobie też jest historycznie zmienny. Czy w ogó­le można zrekonstruować historię? Nasu­wa się tu znany cytat z Fausta, w swej istocie sce­ptyczny:

... przyjacielu mój, przeszłości czas

To foliał na siedem pieczęci zamknięty.

To, co się duchem czasu wam wydaje,

To tylko jest wasz własny duch,

W którym się czasy odbijają.

                         (Faust, w. 575-579)

Zostaje tutaj sformułowane istotne pytanie, w jakim stopniu nasza refleksja nad prze­szłoś­cią jest rzeczywistą rekonstrukcją, a na ile je­dy­nie projekcją naszych wyobrażeń, nie przy­stającą do minionego czasu. Czy doświad­cze­nia w ogóle są„opowiadalne”? Czy z sumo­wa­nia doświadczeń jednostkowych, pojedyn­czych konkretnych dokumentów można zsyn­tetyzować obraz danej epoki? Jest to metare­fleksja dotycząca badania procesu historycz­nego, a więc problem, którym właśnie zajmo­wał się Reinhart Koselleck, jeden z najwy­bit­niejszychżyjących historyków niemieckich. Ta metarefleksja, historia historii, odniesiona zostaje równocześnie do semantyki, do syste­mu pojęciowego w ujęciu synchronicznym i diachronicznym, i na tym właśnie polega isto­tny, interdyscyplinarny wkład Kosellecka do naszej próby zrozumienia dziejów.

Wydawana przez Huberta Orłowskiego i Christopha Kleßmanna Poznańska Biblioteka Niemiecka jest serią służącą zbliżeniu i wza­jem­nemu poznaniu Polaków i Niemców. Wbrew pozorom dużo tu jeszcze do zrobienia, bo pol­skie i niemieckie oczywistości bynajmniej się nie pokrywają. Chwała edytorom, że podjęli się tego zadania. Lektura Semantyki histo­rycz­nej Kosellecka uświadamia, jak bardzo specy­ficznymi drogami wędrowała niemiecka re­fleksja historyczna i jak bardzo, w zaskakujący często sposób, różni się od polskiej. Czytając Semantykę historyczną wchodzimy w odwiecz­ny dyskurs o historii z perspektywy niemiec­kiej, ze wszystkimi jej problemami, obciąże­niami i dylematami, które przecież właśnie w tej dziedzinie są szczególnie istotne.

Nie sposób streścić w ramach krótkiej re­cenzji problematyki pomieszczonej na niemal 570 stronach, tym bardziej, że tom jest zbio­rem tematycznie różnych rozpraw i stworzenie wspólnego mianownika jest trudne. Mimo to chciałbym wymienić najbardziej moim zda­niem spektakularne zagadnienia poruszone w książce. Na plan pierwszy wysuwa się problem ewolucji pojęcia historii jako magistra vitae, a w zasadzie jego detronizacji, ewolucji w poj­mowaniu tego, co się wydarza nie jako działa­nia Losu, Fortuny, Ducha Dziejów, lecz jako sekwencji jednostkowych wydarzeń, które są eo ipso niepowtarzalne, a zatem nie tworzą mo­delu, z którego można by wyciągnąć wnioski na przyszłość. Jednakowoż pewna powtarzal­ność istnieje i głównym dylematem historyka i osoby pragnącej nauczyć się czegoś od historii jest wyabstrahowanie z tego, co jednorazowe i chaotyczne w dziejach, tego, co powtarzalne i modelowe. Być może pointa jest pesymistycz­na i historia uczy jedynie tego,że nic się od niej nauczyć nie można.

Z powyższą problematyką związane jest zagadnienie przypadku i konieczności w histo­rii, które nasz autor w bardzo ciekawy sposób relatywizuje. Pytanie, w jakim stopniu przypa­dek wynika z koniecznych przesłanek, a jako przypadek jawi się jako taki jedynie nie doin­for­mowanemu obserwatorowi, jest pytaniem istotnie fascynującym. Podobnie fascynujący jest z dawien dawna dyskutowany problem„sterowalności historii” i wpływu jednostki na bieg dziejów, możliwość kreowania wydarzeń. W tym samym kierunku idą rozważania Kosel­lecka o sensie i bezsensie dziejów. Determi­nizm i chaos jako dwa przeciwstawne bieguny, występują zarówno w realnie dziejącej się his­torii, jak i w refleksji nad tym co się zdarzyło.„Słuszność” i„niesłuszność” decyzji, postaw i działań, a nawet wydarzeń, oceniana z perspe­ktywy historycznej domaga się„usensowienia” procesu historycznego, podziału na wydarze­nia spod znaku plus i spod znaku minus, istnie­nia tak zwanej„sprawiedliwości dziejowej”, która w oczywisty sposób najczęściej bywa emanacją subiektywnych wyobrażeń zainte­resowanych stron.

Innym, kto wie czy nie najistotniejszym aspektem rozważań niemieckiego historyka jest kwestia spojrzenia na dyskurs o dziejach z pozycji semantyki diachronicznej, historii po­jęć, zarówno tych występujących w konkre­tnym czasie, jak i tych, które opisują sam pro­ces dziejowy. Te same, jakże istotne w dzie­jach i ich opisie, znaczyły w różnych epokach co innego, wystarczy przytoczyć takie funda­mentalne przykłady jak„obywatel”,„naród”,„państwo”,„czas”, a nawet sama„historia” właśnie, co do których istnieje niesłuszne (i to właśnie udowadnia Koselleck) przekonanie,że zawsze oznaczały to samo. Z analizy splotu historii pojęć z historią społeczną wywodzi się też refleksja nad językowym wyrazem bardzo podstawowej i sumie prymitywnej i szkodliwej generalizacji typu„my” i„oni”. Jest to podział służący zazwyczaj antagonizacji i tworzeniu własnej tożsamości na zasadzie wzorca nega­tywnego. Autor przytacza tu m. in. podziały na Hellenów i barbarzyńćów, chrześcijan i pogan, ludzi, nieludzi, nadludzi i podludzi. Dla histo­ryka niewątpliwie interesująca może być też ewolucja pojęcia„czasy nowożytne”, też by­najmniej nie oczywistego.

Na koniec należy poświęcić kilka słów tłu­maczowi, Wojciechowi Kunickiemu. Musiał się on zmierzyć z niezwykle trudnym zada­niem i to na kilku płaszczyznach. Po pierwsze terminologia nauk humanistycznych, filozo­ficz­nych, także historyczna, jest w obu języ­kach nieco inna, nieprzystawalna. Widać to choćby na znanym przykładzie różnicy pomię­dzy Vernunft i Verstand, która tłumaczom Kan­ta przysporzyła wielu siwych włosów. W przypadku Kosellecka jest to zadanie bodaj czy nie bardziej skomplikowane. Już samo rozróżnienie pomiędzy Geschichten (a więc konkretnymi opowiedzianymi historiami) a Geschichte (abstractum w liczbie pojedynczej, określane przez Kosellecka jako Kollektiv­sin­gular) i Historie jest po polsku bardzo trudne do wyrażenia, w polszczyˇnie bowiem pole se­mantyczne wyrazu „historia” obejmuje wszyst­kie te trzy znaczenia. Co gorsza, Koselleck jest autorem kreującym nowe, często bardzo obra­zowe, metaforyczne terminy, które ze zrozu­miałych powodów nie mają polskiego odpo­wiednika, jak np. Sattelzeit, co oczywiście mu­si zostać przetłumaczone jako„czas siodła”, nie brzmi jednak po polsku tak dobrze, jak po niemiecku.Świadomy tych problemów tłu­macz zamieścił na końcu książki słowniczek najistotniejszych terminów. Język tłumaczenia odwzorowuje w dużym stopniu stylistykę i ter­minologię oryginału, która w pewnym stopniu„przeziera” przez tłumaczenie. Jest to moim zdaniem, mimo pewnych trudności w lekturze, istotny atut, czytelnik polski zbliża się bowiem do sposobu językowego ujmowania zjawisk reprezentowanego przez autora oryginału. W pracy dotyczącej semantyki dyskursu histo­rycz­nego było to jedyne słuszne rozwiązanie. Ponadto czytelnik ma szansę bliższego pozna­nia niemieckiego sposobu mówienia o historii, co przecież zgodne jest z intencją Poznańskiej Biblioteki Niemieckiej, służącej wzajemnemu zrozumieniu.

Krzysztof Lipiński




Piotr Obrączka: Literatura niemiec­ko­języczna w Polsce 1887-1914. Bi­blioteka przekładów, Opole 1999, ss. 204. Uniwersytet Opolski – Instytut Fi­lo­logii Polskiej [Deutschsprachige Li­te­ratur in Polen 1887-1914. Eine Bi­bliothek der Übertragungen]

Dass jede philologische Arbeit ohne biblio­graphische Verzeichnisse strikt unmöglich ist, gilt als ein Locus communis; dass wir in Polen immer noch unter chronischem Mangel an guten Bibliographien leiden, ist ebenfalls eine Binsenwahrheit, aber erst die Publikation von Piotr Obr¹czka lässt deutlich Möglichkeiten und Vorzüge überblicken, die eine ausführ­li­che bibliographische Datenbank dem For­scher anzubieten hat.

Die ungekrönte Hochburg der Erfassung bücherkundlicher Informationen im Bereich der Germanistik ist seit dem Ende des 2. Welt­krieges die Posener Adam-Mickiewicz-Uni­ver­sität. Unter ihrer Ägide erschienen zunächst Veröffentlichungen Jan Bergers und vor allem das weit und breit anerkannte Standardwerk Bi­bliografia przek³adów z literatury niemiec­kiej na jêzyk polski 1800-1990 [Bibliographie der Übersetzungen aus der deutschen Lite­ra­tur ins Polnische 1800-1990] von Edyta Po³­czyñska und Cecylia Zu³ubska sowie die ganz neue Bibliografia przek³adów z literatury aus­triackiej na jêzyk polski z lat 1945-2000 [Bi­bliographie der Übersetzungen österreichi­scher Literatur ins Polnische aus den Jahren 1945-2000] von Bernadeta Schurzbecher, um nur einige prominente Beispiele zu nennen. Diese Liste ergänzt eine eminent wichtige Publikation Bibliographie deutscher Literatur in polnischer Übersetzung vom 16. Jh. bis 1994 von Jacek St. Buras. Die Nennung dieser bekannten Werke geschieht hier insofern nicht von ungefähr, als schon bei einer oberfläch­li­chen Betrachtung evidente thematische Kon­gruenz zwischen den obigen Arbeiten und der Veröffentlichung von Obr¹czka auffällt. Der Frage ihrer Daseinsberechtigung wollen also wir im Folgenden nachgehen.

Unsere Ausführungen müssen wir schon zu Beginn auf mögliche Herangehensweisen an die Bibliographie ausdehnen. Der Oppelner Forscher vertritt in dieser Hinsicht eine von Grund aus andere Meinung als die früher er­wähnten Autoren/innen, und diese bringt er im Kapitel»Uwagi wstêpne« [Einleitende Bemer­kungen] zur Sprache. Daraus ist zu entnehmen, dass das vorliegende Verzeichnis im Laufe der Erforschung der Rezeptionsgeschichte deut­scher Literatur in Polen in den Jahren 1887-1914, also in der Zeit des sog. Jungen Polens, entstand und deren„natürliche Ergänzung“ dar­stellt. Der Autor erläutert weiter die Not­wendigkeit gewisser Einschränkungen und führt die Restriktionen im Einzelnen heran: die Bibliographie nimmt Texte nur derjenigen Schriftsteller auf, die zur deutschen Literatur gerechnet werden, was bedeutet, dass z.B. zahl­reiche deutschschreibende Polen wie Sta­nis³aw Przybyszewski, Albert Zipper, Gustav Kaczkowski u.a. ausgeklammert werden; der Literaturbegriff wird auf die sog. schöne Lite­ratur beschränkt, die Volksliteratur, Kinder- und Jugendliteratur, Philosophie im engen Sinne des Wortes usw. fallen somit weg; die Aufstellung registriert ausschließlich Drucke unter Nichtbeachtung der Übersetzungen, die für Bedürfnisse der Theateraufführungen ent­standen sind.

Über das Sammelverfahren, das der Publi­kation zu Grunde liegt, äußerte sich Obr¹czka schon früher, in seinem 1996 herausgegebenen und sehr informativen Beitrag Z prac nad bi­bliografi¹ przek³adów polskich z literatury nie­mieckiej (1887-1914). Za³o¿enia wstêpne [Über die Arbeit an der Bibliographie polni­scher Übertragungen aus der deutscher Lite­ratur (1887-1914). Einleitende Annahmen]. Er steckt dort nicht nur sein Interessengebiet ab, sondern weist vielmehr auf die Unterschiede zwischen seinem Verzeichnis und den früheren bibliographischen Registern hin. Der wohl schwerwiegendste Unterschied beruht darauf, dass sich seine Bibliographie, im Gegensatz zu ihnen, mit bloßen Buchausgaben nicht begnügt, sondern auch die Übersetzungen aufnimmt, die in Zeitschriften, Eintagsblättern, Kalendern, Gymnasialberichten usw. erschienen sind. Aus der Menge der Periodika wurden 135 Titel ge­wählt, die unterschiedliche weltanschauliche und künstlerische Positionen vertreten und so­mit eine repräsentative und kohärente Gruppe darstellen. Ihre Heranziehung erwies sich als der sprichwörtliche Schuss ins Schwarze, da sie das polnische Rezeptionsbild mancher Schrift­stel­ler beinahe umkrempelt, und zwar, weil zu ca. 50 %  (1996 schrieb er noch über 60 % aller Drucke) die Übersetzungen in der genannten Zeit nur in Zeitschriften veröffent­licht wurden – konstatiert Obr¹czka. Und in der Tat, was man an unzähligen Beispielen verfolgen kann, entstellt die Auslassung der für die Zeitschrif­ten vorgenommenen und nur dort erschienenen Übertragungen vollkommen unsere Vor­stel­lung von der Aufnahme der deutsch­sprachigen Literatur in Polen. So schrumpft z.B. die an den Zeitschriften-Drucken deutlich ablesbare Rezeption Georg Heyms auf null; nicht besser ergeht es dem ziemlich rege rezi­pierten Hugo von Hofmannsthal, unter dessen Namen sogar 19 Positionen (!) herangeführt sind, und dessen Rezeption in Polen Obr¹czka übrigens eine eingeständige Abhandlung u.d.T. Recepcja Hugona Hofmannsthala w okresie M³odej Polski (1887-1914) [Rezeption Hugo von Hofmannsthals in der Zeit des Jungen Polens (1887-1914)] gewidmet hatte. Er stellt dort im Einzelnen alle Hintergründe der Auf­nahme des Autors des Mannes und des Todes und prä­sentiert ein detailliertes bibliographi­sches Ver­zeichnis, aus dem eindeutig ein leb­haftes In­te­resse (20 Übertragungen, 7 Insze­nierungen nur in der Zeitspanne 1897-1914) hervorgeht, zumal die Autoren der Überset­zungen oft pro­minente Persönlich­kei­ten (u.a. Miriam, Leo­pold Staff, Jan Kaspro­wicz, Karol Irzykowski) polnischen literari­schen Lebens waren. Allein diese Beispiele liefern einen schlagenden Be­weis für die Stich­haltigkeit der Heran­gehens­weise Obr¹czkas und Notwen­dig­keit, in den Bi­bliographien den Zeitschrif­ten-Drucken Rech­ung zu tragen.

Die Ausdehnung des Arbeitsgebiets ist aber nicht der einzige Trumpf, den der Autor der Literatura niemieckojêzyczna w Polsce 1887-1914. Biblioteka przek³adów gegen die bisherigen Bestandaufnahmen ausspielt. Im Gegensatz zu ihnen, die sich meistens auf die bereits bestehenden Register stützen, erhebt hier Obr¹czka das Autopsie-Gebot zum eiser­nen Prinzip. Persönliche Inaugenscheinnahme eines Buches vor seiner bibliographischen Auf­nahme ist seiner Meinung nach eine uner­lässliche Voraussetzung v.a. wegen der häufi­gen Differenzen zwischen dem Übertragungs­titel und dem tatsächlichen Inhalt des gege­be­nen Textes. In dieser Hinsicht distanziert die vorliegende Aufstellung alle sonstigen bei weitem, da durch diese Betrachtung all die Fehler eliminiert werden können, die sich in anderen bibliographischen Verzeichnissen häufen. Wie es sich für ein wissenschaftliches Register ziemt, vermerkt Obr¹czka überall dort, wo er keine Möglichkeit hatte, sich durch Augenschein von der Übertragung selbst zu überzeugen, den Autopsie-Mangel und ver­weist auf entsprechende Quelle. Die wenigen Fehler sind meistens Resultate der Notwen­digkeit, sich auf indirekte Literaturnachweise berufen zu müssen. So führt der Autor  z.B. auf Seite 66 (Pos. 551-552) nach Buras zwei Gutzkow-Editionen als Übersetzungen heran, während sie in Wirklichkeit deutschsprachige Ausgaben sind.

Über die bereits genannten Vorzüge hinaus zeichnet sich die besprochene Bibliothek der Übertragungen durch Ausführlichkeit, einen einwandfreien wissenschaftlichen Apparat und Benutzerfreundlichkeit aus. Den Band eröff­nen»Uwagi wstêpne« [Einleitende Bemerkun­gen], wo der Autor seine Konzeption, die An­ordnung der Bibliographie und ihre Prinzipien erläutert. Darauf folgt der 135 Titel starke»Wy­kaz uwzglêdnionych czasopism« [Ver­zeichnis der berücksichtigten Zeitschriften] und als drittes werden 54»ród³a pomocnicze do bibliografii« [Hilfsquellen der Bibliogra­phie] herangeführt, wobei das sowohl polni­sche also auch deutsche Quellen umfassende Verzeichnis die Vielfalt des benutzen Mate­rials und somit auch die Akribie des Oppelner Froschers unter Beweis stellt. In der Folge erscheint»Wykaz stosowanych skrótów« [Verzeichnis der Abkürzungen] und endlich der wichtigste Teil des Bandes»Bibliografia autorska« [Autorenbibliographie]. Die Wahl des Verfassers zum Kennzeichen der Struktu­rierung begünstigt die Transparenz und Nut­zungsmöglichkeiten dieser Aufstellung. Das Kompendium umfasst insgesamt 1768 Posi­tionen, die nach zweierlei Kriterien geordnet werden: Als das Hauptprinzip fungieren die Verfassernamen in alphabetischer Reihen­fol­ge, denen die Angaben zu den einzelnen Über­tragungen chronologisch subsumiert sind. Die Zusammenstellung besticht durch ihre breit darstellende Genauigkeit: Auf den durch den Kursivdruck gekennzeichneten polnischen Übertragungstitel folgt in den eckigen Klam­mern der Originaltitel, dann der Übersetzer­name, Erscheinungsort und -jahr sowie die Seitenzahl und eventuell die Nummer des Ban­des. Wo das möglich war, wurden den Krypto­nymen in den eckigen Klammern ausführliche Angaben zu den Übersetzern dazugesetzt. Die einzelnen bibliographischen Hinweise werden oft von zusätzlichen Informationen wie z.B. die Serie begleitet. Die Durchnummerierung der Buchangaben, zwei detaillierte Register (Übersetzernamen und Übersetzungstitel) so­wie nützliche Querverweise in ihnen machen die Benutzung des Werks einfach. Um der Aus­führlichkeit der vorliegenden Betrachtun­gen willen halten wir noch den 6. Teil– eine Sammlung von 84 Übertragungen fest, die entweder unter unentschlüsselten Decknamen oder Kryptonymen bzw. anonym erschienen sind (»Utwory podpisane nierozszyfrowanymi pseudonimami i krytponimami oraz utwory anonimowe«).

Im Falle der Bibliographie von Obr¹czka handelt es sich zweifellos um eine hervorra­gende Publikation, die für jeden Philologen, der sich mit der intendierten Zeit beschäftigt, ein Muss ist. Das anspruchsvolle Forschungs­verfahren, die Menge und Vielfalt des gesam­melten Materials sowie die benutzerfreund­liche Darbietungsform machen aus dem Kom­pendium eine leicht zu handhabende und gleichzeitig zuverlässige Quelle zur Ermittlung des Rezeptionsbildes der deutschsprachigen Literatur in Polen.

Literatur

Austriacka literatura piękna w języku pol­skim. Bibliografia za lata 1946-1981, Łódˇ 1985. [Acta Universitatis Lodziensis]

Jacek St. Buras, Bibliographie deutscher Li­teratur in polnischer Übersetzung vom 16. Jh. bis 1994, Wiesbaden 1994.

Piotr Obrączka, Literatura niemiecko­ję­zycz­na w Polsce 1887-1914. Biblioteka prze­kładów, Opole 1999, ss. 204. [Uniwersytet Opolski – Instytut Filologii Polskiej]

Ders., Recepcja Hugona Hofmannsthala w okresie Młodej Polski (1887-1914), in: W krę­gu Młodej Polski. Szkice i materiały, Opole 1994, S.77-97. [Uniwersytet Opolski – Instytut Filologii Polskiej]

Ders., Z prac nad bibliografią przekładów polskich z literatury niemieckiej (1887-1914). Założenia wstępne, Opole 1996, S. 67-72. [Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Opolskiego – Filologia Polska 37]

Edyta Połczyńska; Cecylia Zułubska, Bi­bliografia przekładów z literatury niemieckiej na język polski 1800-1990, Poznań 1994-1999.

Bernadeta Sturzbecher, Bibliografia prze­kładów z literatury austriackiej na język polski z lat 1945-2000, przedm. Stefan Kaszyński, Poznań 2000.

Cezary Lipiński




Anioł Ślązak: Cherubowy Wędro­wiec. Przekład Marcin Brykczyński, Jerzy Prokopiuk. Instytut Mikołowski. Mikołów 2000. 125 ss.

Chciałoby się powiedzieć: nareszcie! Oto Anioł Ślązak (Angelus Silesius), jedna z klu­czo­wych postaci dla historii kultury Śląska, człowiek, który za sprawą swojego polskiego pochodzenia z jednej, a niemieckojęzyczności tekstów z drugiej strony spełnić może rolę po­mostu między Polakami i Niemcami, po raz pierwszy doczekał się w Polsce wydania, o któ­rym z różnych względów warto wspom­nieć. Rzad­ka to rzecz. On sam, na każdym kroku podkreślający swoje polskie korzenie, zresztą również przez mu współczesnych po­strzegany jako Polak, nie miał do tej pory szczęś­cia w ojczyˇnie swego ojca; również tym razem za­wa­żyłaśląskość, zbyt niebezpieczna, bo nie­dookreślona, zbyt„niemiecka”.

Tym większa chwała autorom omawiane­go zbioru za przybliżenie (bo jak na razie o czymś więcej nie może mowy) polskiemu czy­telnikowi postaci prawie zupełnie mu nie zna­nej, a przecież cieszącej się od dawien dawna zasłużoną sławą największego (obok Jakuba Böhmego) mistyka w historiiŚląska, kraju, o którym już od XVII w powiadano,że poetami i mistykami stoi, i którego barokowa mistyka uchodzi za ciągle niezgłębiony– choć nie­ustan­nie zgłębiany– fenomen kulturowy i to na skalęświatową.

Wróćmy jednak do przekładów Angelusa Si­lesiusa na język polski. Pierwszych z nich i bo­daj jedynych spośród starszych, jakie dostę­pne polskiemu czytelnikowi, dokonał Adam Mic­kiewicz, znany zresztą ze swojej fascynacji mistyką śląską i poświęcający jej udzielne szki­ce, już choćby ten na temat Jakuba Böhmego. Trudno już dziś w jego Zdaniach i uwagach z dzieł Jakuba Bema, Anioła Ślązaka (Angelus Silesius) i Se-Martena rozpoznać te, które przy­należąŚlązakowi, głównie za sprawą przyjętej przez wieszcza techniki. Mickiewicz bowiem zdecydował się bardziej na sparafrazowanie niektórych aforyzmów Wrocławianina, zaś o przekładach wścisłym tego słowa znaczeniu trudno raczej mówić, zwłaszczaże potrakto­wał on oryginały niekiedy tak swobodnie,że nie sposób dziś ponad wszelką wątpliwość ustalić, czy twórcą ich jest Angelus Silesius, czy może któryś z pozostałych. Przed wojną tłumaczyliŚlązaka również Józef Jankowski, Adam Szczerbowski i Alfred Tom, jednak ich przekłady są dziś praktycznie nie do zdobycia. Tej dotkliwej luki na polskim rynku nie był w stanie wypełnić skromny (bo zaledwie kilku­dziesięciostronicowy) wybór z twórczości Schefflera, dokonany przez Bernarda Anto­che­wicza, a wydany (zdecydowanie gorzej) w 1992 r. nakładem wrocławskiej Rękodzielni„Arhat”.

W prezentowanym Cherubowym Wędrow­cu rzuca się w oczy jego dobra strona wyda­wni­czo-edytorska. Dołożono rzeczywiście wszel­kich starań, aby ta pozycja spełniła oczeki­wa­nia nieco bardziej wymagającego, choć przy­godnego czytelnika. Dobra, twarda oprawa, niebrzydka okładka, objaśnienia, posłowie, do tego całość opatrzona jedynym wiarygodnym portretem poety oraz winietami z oryginalnego kłodzkiego wydania z 1675 r., oddzielającymi m.in. poszczególne księgi robią dobre wraże­nie. Gwarantami wysokiej jakości produktu są jednak nie tylko tłumacze i forma wydawni­cza. W tworzeniu całości uczestniczyły pra­wdziwe tuzy filologicznego obcowania z mis­tyką: obok Jerzego Prokopiuka, Jan Tomkow­ski, autor Mistyki i herezji oraz Henryk Wa­niek, spod którego pióra wyszła znana Podróż mistyczna.

Mimo, że komentowany tu zbiór jest jak dotąd największym wyborem tekstów Ślązaka w ogóle, daleko mu z jego 559 aforyzmami do kompletności ˇródła. Sześć ksiąg, składają­cych się na zbiór epigramów Angelusa Silesiu­sa pt. Cherubinischer Wandersmann, zawiera w sumie ok. 1660 aforyzmów (głównie dysty­chów) oraz 10 sonetów i jeden dłuższy wiersz. Oznacza to,że na tak potrzebne pełne wydanie przyjdzie nam pewnie jeszcze długo poczekać.

Duży wpływ, jaki epigramyŚlązaka wy­war­ły na póˇniejszą, zwłaszcza niemiecko­ję­zyczną (pietyzm), literaturę, jak również nie­przerwanie trwające prace badawcze nad nimi, pozwalają sytuować ten zbiór jako swoisty fe­nomen wśród tekstów XVII wieku. Wszystko, co przyczyniło się do ugruntowania wyjątko­wej pozycji tego dzieła, a więc krótko mówiąc jego niezwykłe walory literackie oraz nieustan­nie płodna, skłaniająca do reinterpretacji i po­szukiwań ciągle nowych punktów odniesienia strona mistyczno-filozoficzna (jako nowe dys­kursy już dawno pojawiły się w tym kontek­ście m.in. buddyzm, a nawet mechanika kwan­towa), spędza sen z powiek tłumaczom tych znakomitych tekstów. Stają oni bowiem przed beznadziejnie trudnym zadaniem prze­trans­ponowania na język obcy zbioru, składa­jącego się z ponad szesnastu setek samodziel­nych i doskonale skończonych epigramów, w ge­nial­ny sposób umieszczonych w określonej tra­dycji poetyckiej i jej systemie metrycznym, le­gi­tymujących się wręcz niezwykłym wyczu­ciem języka.

Kiedy inny wielki Ślązak, Martin Opitz z Bolesławca, rozpoczynał w 1624 roku swoją uwieńczoną sukcesem walkę o odnowę i resty­tucję poezji niemieckojęzycznej, utrwalił w jej literaturze barokowej aleksandryn, jako wers heroiczny, zastępujący już choćby nie bardzo pasujący do istoty języka niemieckiego antycz­ny heksametr. Tak oto aleksandryn – w niem­czyˇnie dwunasto- lub trzyna­sto­sylabowiec, najchętniej jambiczny, ze średniówką po trze­cim zestroju akcentowym – stał się wizytówką barokowej literatury w języku niemieckim. To właśnie z tej formy metrycznej skorzystał An­ge­lus Silesius, tworząc swojego Cherubowego wędrowca (nawiasem mówiąc, zdążyłem się już przyzwyczaić do tradycyjnej formy „Aniel­skiego pątnika”, zakorzenionej w polskiej tra­dy­cji translatorycznej, nie wiem więc, co też on autorom nowych przekładów przeszka­dzał). Posłużmy się tu przykładem jednego z piękniejszych dystychów z tego zbioru

 (I 25) Gott ergreift man nicht

Gott ist ein lauter nichts / jhn ruehrt kein Nun noch Hier:

Je mehr du nach Jhm greifst / je mehr ent­wird Er dir.

v– v– v– / v– v– v–

v– v– v– / v– v– v–

w nowym tłumaczeniu:

 (I 25) Boga nie pochwycisz

Bóg niczym jest, ni tu ni teraz Go nie tyka;

Im bardziej chwytasz Go, tym bardziej ci umyka.

v – v – / v – v – v – v – v

v – v – v – / v – v – v – v

Różnice prozodyczne między polszczyzną, a językiem niemieckim są duże. Nie da się więc tak po prostu przeszczepić form metrycznych a jednej strony na drugą. Powyższy przykład wskazuje, że autorzy nowych przekładów od­wołali się do polskiej tradycji przekładowej, nieomal z urzędu zastępującej metra heroiczne (heksametr, aleksandryn) polskim trzynasto­zgłoskowcem. Ponad wszelką wątpliwość wi­dać tu też chęć zadośćuczynienia wymogom literackim oryginałów, za to tłumaczom chwa­ła. Inna sprawa, że neologizmu „entwerden” nie da się przetłumaczyć przy pomocy czaso­wnika „umykać”, nie da się go pewnie w ogóle przetłumaczyć, a tak się składa, że w tym wy­padku jest to klucz do znaczenia. Tak oto wy­łania się kolejna trudność, na jaką musi nat­knąć się każdy, kto poważy się przekład tego zbioru. Wszyscy wielcy mistycy okazywali się również wielkimi mistrzami języka, zazwyczaj radykalnie rozszerzając jego możliwości zna­czeniowe. Tak było w przypadku Mistrza Eck­harta i Jakuba Böhmego, tak też jest z Anio­łem Ślązakiem, który przygotowując drugie, roz­szerzone wydanie Cherubinowego wędrow­ca wrócił do starych tekstów, mając nadzieję na ich ulepszenie tu i tam. Mimo prób i upływu lat nie udało mu się w nich zmienić ani słowa. W tym właśnie tkwi ich wielkość, co zrozumie każdy, kto miał w ręku oryginał, a jego znajo­mość niemieckiego uprawnia do czytania tych tekstów bez pośrednictwa tłumacza. Angelus Silesius wyczarowuje słowa i konteksty, które same w sobie zadziwiają, a doładowane do­dat­kowo pointą, pozostają potem w pamięci na długo. To nie są li tylko języko­we niuanse i pseudofilologiczne rozważania na temat wyż­szości „ą” nad „ę”, to istota zbioru, złożonego z epigramów, jakby wykutych w jednej bryle, w których nie da się nic zamienić, ani nic prze­stawić, bez kompletnego zrujno­wania całości. Pewnie do czasów Nietzschego niem­czyzna nie wydała tekstów tego rodzaju na tak wy­sokim poziomie, a po drodze przy­da­rzyła się Niemcom przecież prawdziwa ple­ja­da wiel­kich aforystów z Lichtenbergiem, Goethem, F. Schleglem i innymi na czele! Roz­­ważania nad nieprzetłumaczalnością tych tekstów służą jednak tylko podkreśleniu wagi oraz wartości nowych przekładów, dokona­nych przez Bryk­czyńskiego i Prokupiuka, mo­zolnie przedzie­rających się przez nieprzebrany gąszcz meta­for i alegorii, niestrudzenie sztur­mujących mur języka niemieckiego, dodać trze­ba,że z przy­zwoitym skutkiem. Jest to bo­wiem zbiór ze wszech miar godny polecenia, szkodaże tylko fragmentaryczny.

Książka pomyślana jest jako wydanie po­pu­larne. Nie pozbędziemy się więc kontro­wer­sji o kryteria wyboru, dokonanego przez auto­rów. W pełnym wydaniu pewnie nie zadowo­li­libyśmy się również zdawkowymi objaśnie­nia­mi (z niektórymi z nich dałoby się zresztą dys­kutować), dokonanymi przez Jana Tomkow­skiego – skądinąd przecież znawcę mistyki –, które w przypadku literatury o takim stopniu trudności i tak mocno zakorzenionej w tradycji mistyczno-filozoficznej są niewiele mniej waż­ne od samego tekstu. Brak jakiejkolwiek, choć­by zdawkowej bibliografii, skutecznie unie­moż­liwia nie obeznanemu z odnośną literaturą przedmiotu czytelnikowi pójście choćby o krok dalej. To poważne mankamenty i sprawią one pewnie,że część filologicznie i filozoficznie obytej braci czytelniczej będzie wyraˇnie nie­usatysfakcjonowana. Tylko w niewielkim sto­pniu zaćmi ona radość z obcowania z samymi tekstami oraz faktu,że nareszcie literaturaśląska, na razie jeszcze dość niemrawo, ale zaczyna być widoczna na półkach księgar­skich. W kraju, w którym ciągle jeszcze na sam dˇwięk wyrażenia„kulturaśląska” wielu pot występuje na czoło, każde wydawnictwo, przybliżające polskiemu czytelnikowi litera­turę tego właśnie regionu, będzie miało rangę wydarzenia, zawsze też będzie w pewnym sen­sie skazane na sukces. Zwariowana sy­tuacja, kiedy już nieomal przysłowiowa„pach­nącażywicą Kanada” więcej Polakom mówi, aniżeli historia i kulturaŚląska,świadczy o możliwościach, ale i chęciach prowadzenia nad nią badań, i toświadczyˇle. Szeroki potok powstających od dziesięcioleci wśrodowisku polskich germanistów prac na temat literatury tej ziemi, nijak nie przekłada się na działalność popularyzatorską polonistów w tej materii. A przecież to na nich w pierwszej linii spoczywa zadanie zapoznania z nią szerszych kręgów Polaków, to im też w końcu zawdzięczamy powojenne zainteresowanie postacią samego AniołaŚlązaka. Póki co, dalej nam jeszcze do końca niż bliżej.

Cherubowy wędrowiec to ważny krok w tym właśnie kierunku, i to z wielu powodów. Poza wszelkimi wątpliwościami pozostaje pre­zentacja tekstu o bardzo wysokim poziomie artystycznym, bez najmniejszej przesady nale­żącego do kulturowego dziedzictwa Europy i świata. W kontekście rozważań nad nieobec­nością kultury Śląska w szerszych opracowa­niach, dostępnych czytelnikowi polskiemu, pewnie równie ważny jest fakt, że postać sa­mego Angelusa Silesiusa nie dzieli, lecz łączy; dobrze jest więc zacząć tam, gdzie nie ma nie­bezpieczeństwa konfliktów i kontrowersji. Szko­da tylko, że na dłuższą metę nudne, tchną­ce raczej jarmarczną ludowością powiastki o dwóch poetach – jednym, Aniele Ślązaku, autorze omawianego tekstu oraz drugim, Janie Schefflerze, fanatycznym konwertycie, masze­ru­jącym na wałach Wrocławia na czele oko­licznościowych procesji z krzyżem w jednej i pochodnią w drugiej dłoni, jak na razie zastę­pu­ją rzetelną filologiczną refleksję nad dwoma niezwykłymi zbiorami: Cherubowym wędrow­cem i Świętą radością duszy. Najwyższy już czas zarzucić ten wyraˇnie brukowy wątek i zająć się tekstami Ślązaka z uwagą, należną dziełu naj­wię­k­szego religijnego poety baroku (M. Szyrocki). Można domniemywać,że tru­dności z tym zwią­zane, dotyczą nie tylko sa­me­go języka, ale i kłopotów z umieszczeniem takich tekstów w pozbawionej na większą ska­lę tego rodzaju piśmiennictwa literaturze pol­skiej. Z drugiej stronyświadczyć one mogą o niemocy zupeł­nie innego rodzaju. To jednak nie dotyczy auto­rów nowego przekładu, któ­rym mam już tylko jedno do powiedzenia: cze­kam na resztę!

Cezary Lipiński




Dansk-Tysk Ordbog af Egon Bork. 11. udgave ved Holm Fleischer, Jens Erik Mogensen, Helmut Molly, Elisa­beth Møller. Copenhagen 1999.

Im Frühjahr 1999 ist die 11. Ausgabe des altbekannten dänisch-deutschen Wörterbuches von Egon Bork aus der Serie Gyldendals Røde Ordbøger auf dem dänischen Markt erschienen. Die Redaktion hat darin einige wichtige Ver­änderungen vorgenommen, u. a. sind 3 000 neue Stichwörter aufgenommen und die neue deutsche Rechtschreibung eingeführt worden.

Der Umfang des Wörterbuches liegt jetzt mit 73 000 Stichwörtern zwischen dem des Mungsgaards Dansk-Tysk Ordbog (Køben­havn 1991– über 100 000 Stichwörter) und Langenscheidts Taschenwörterbuch Dänisch-Deutsch (Berlin, München, Wien, Zürich 1956– 40 000 Stichwörter). So manche Stichwörter des Wörterbuchs von Egon Bork lassen sich aber in dem größeren Werk nicht finden. Das letztere überragt das Borksche Werk außer in der Anzahl der Stichwörter auch im Umfang der Einträge, die in der Regel mehr Anwen­dungs­möglichkeiten zum einzelnen Stichwort zeigen.

Die Verlässlichkeit des Wörterbuchs ist nach wie vor unüberschätzbar. Während das Taschenwörterbuch von Langenscheidt haupt­sächlich für den Tourismus gedacht ist, ist das Borksche Wörterbuch auch für das Studium, ja sogar Forschungen geeignet. Übersichtlich in der Anlage, praktisch und pragmatisch, scheut das Werk– ähnlich wie das größere– nicht vor umgangsprachlichen Ausdrücken zurück, zahlreich repräsentiert sind sowohl idiomati­sierte Bildungen als auch stark reihenbildende Wortbildungsmodelle.

Bei verschiedenen Polysemen eines Stich­wortes werden in dem besprochenen Wörter­buch meistens auch Konsituationen und Kon­texte angegeben, in die das Stichwort einge­schoben werden kann, und die in Form von Erklärungen, z. T. auch grammatischer Art, erscheinen. Im Vergleich zu dem größeren Wörterbuch sind sie weniger offiziell. Als Er­klärungen erscheinen auch Synonyme des Stichwortes, Sprach- und Stilschichtangaben und darüber hinaus auch deutsche Kontexte, was beim Leser eine gewisse Kenntnis sowohl des Dänischen als auch des Deutschen voraus­setzt, z. B. in

kost1 1. (fejekost) Besen m. – (fx neue Besen kehren gut); 2. (maler-, barber-) Pinsel m. - ; 3. (elek.) Bürste f. –n; 4. (sømærke) Pricke f. –n; 5. (buket) Strauß m. –e.

magasin 1. Maga´zin n. –e (fx Bücher aus dem Magazin holen; das Magazin leer schießen*; ein literarisches Magazin); (blad også) Illustrierte f. adj. bøjn.; (lager også) Lagerhaus n. –er. Speicher m. -;

2. (varehus) Warenhaus n. –er, Kaufhaus n. –er.

Praktisch ist das besprochene Wörterbuch – wie das größere – bedauerlicherweise eher für die Dänen als auch für andere Sprecher. Während die deutschen Übersetzungen Genus- und Numerusangaben enthalten, unregel­mäßi­ge Verben und unregelmäßige Steigerung der Ad­jektive kennzeichnen, fehlen die grammati­schen Angaben für das Dänische, was beim Genus der Substantive für einen Nichtmuttersprachler besonders lästig ist. Um dieses zu überprüfen, ist man genötigt, in dem unter diesem Gesichts­punkt zuverlässigen Taschenwörterbuch von Langenscheidt nachzuschlagen. Auch auf das deutsch-dänische Wörterbuch aus derselben Serie trifft die obige Bemerkung zu. Im Großen und Ganzen lässt sich das Wörterbuch von Egon Bork jedoch als eine äußerst treffende, ge­naue und umfangreiche dänisch-deutsche Ver­gleichsebene bezeichnen.

Janusz Stopyra




Karkonosze liryczne – Lyrisches Rie­sengebirge – Lyrické Krkonoąe. Wy­bór i opracowanie: Wojciech Grzelak. Wstęp: Marek Zybura. Współpraca: Helena Jan­kowska, Joanna Mateusiak, Ola Uścino­wicz, Miroslav Bartoą, Stanisław Firszt, Ivo Łaborewicz, Robert Rzeszowski, Chris Schmitz, Stefan Schwan, Józef Zaprucki. Towarzystwo Przyjaciół Je­leniej Góry, Jelenia Góra 2001

Karkonosze liryczne to antologia poezji te­matycznie związanej z tym najbardziej zna­nym i najczęściej opiewanym pasmem górskim Su­detów. Wyboru i opracowania tekstów do­ko­nał Wojciech Grzelak. Noty o autorach zreda­gowane w trzech ję­zykach oraz ilustracje i ry­ciny dodają kolorytu opracowaniu, będącemu efektem pracy polskich, niemieckich i czeskich miłośników poezji i Karkonoszy.

W słowie wstępu Marek Zybura szkicuje genezę literackiej legendy Karkonoszy jako najatrakcyjniejszego masywu górskiego w no­wożytnej Europie. Przyczyn tego stanu rzeczy dopatruje się w położeniu geograficznym, nie­ustającej modzie na odwiedzanie tych gór i inspirującej roli wszelkich gór dla ludzi pióra. Już bowiem starożytni zachwycali się pięknem i dzikością górskiego krajobrazu, który stawał się miejscem medytacji w szczególnie ważnych momentach życia twórców. Wiek XIX i XX rozsławił życiodajne uzdrowiska Sudetów, które licznie odwiedzane przez artystów i pisa­rzy wzbogacały literacką legendę tych malo­wniczych gór. Ponadto obcowanie z górską przyrodą dawało uczucie spokoju i ukojenia.

Starannie przygotowana publikacja adreso­wana jest do międzynarodowego grona miło­śni­ków Karkonoszy. Odnosi się to zresztą nie tyl­ko do faktu edycji tekstów poetyckich w trzech językach: niemieckim, polskim i czeskim z te­matycznym kryterium doboru utworów. Wy­bór tekstów 35 autorów trzech sąsiadujących ze sobą narodowości przybliża oczywiście je­dynie maleńki wycinek dorobku poetyckiego licznego grona wielbicieli Karkonoszy, ich niepowtarzalnego uroku, grozy, dzikości gór­skich pejzaży. To wszystkołączy i zbliża lu­dzi. Antologia Wojciecha Grzelaka jest tego potwierdzeniem.

Przybliżmy zatem Czytelnikowi pokrótce zawartość antologii stanowiącej wyznanie li­rycz­ne poetów pochłoniętych bez reszty uro­kiem karkonoskich pejzaży.

Karkonosze w poezji to wnikliwy i subtel­ny obraz olbrzymów górskich, groˇnych usy­pisk, rwących potoków, połyskliwych stawów, spadających kaskad, których widok onieśmiela swym pięknem i grozą:

Rzuca się szumiąc ze skał na dół

StrumieńŁabskiego Wodospadu

I rozpryskując się na głazach

Powietrze w srebro przeobraża

Podmiot liryczny chyli czoła przed monu­men­talnym wręcz wymiarem i surowością karko­noskiego krajobrazu, w obliczu zapadającego zmierzchu, podczas ciszy nocnej czy o wscho­dzie słońca:

To tutaj w podziw nas wprawiło piękno tej ziemi.

Apoteoza powagi i dostojeństwa Karkonoszy pozwala poetom na wnikliwe przyjrzenie się pejzażom górskim, by następnie uwiecznić owe ulotne wrażenia w lirycznych obrazach. Mamy zatem w antologii namalowane poetyc­kim językiem portrety gór, uchwyconych za dnia i w nocy, podczas różnych zjawisk atmo­sferycznych.

W poszczególnych wierszach sławione są magiczne miejsca Karkonoszy: Śnieżka, kośció­łek Wang, Flora z Wilczej Poręby, Wodospad Szklarki; do rangi symbolu urastają Jelenia Gó­ra i Chojnik, ale i piwo z Sobieszowa, któ­remu to wierni smakosze oddają hołd w słowach:

O! To górskie nasze piwo moc szczególną w sobie chowa,

O! Ten zacny, przedni trunek zwie się piwem z Sobieszowa

Na obraz Karkonoszy składają się nie tylko wiersze afirmujące urok gór, lecz także poezja związana z legendami o Duchu Gór Liczy­rze­pie zwanym tu Rybecalem. Są również liryki opiewające ciężką pracę ludzi gór, trudyżycia twórców ludowych, jak choćby snycerza kar­konoskiego, wytrwale rzeˇbiącego w drzewie to, co warte jest upamiętnienia.

Wiersze publikowane w zbiorze to liryka opisowa, refleksyjna, nierzadko inwokacyjna z bezpośrednim podniosłym zwrotem do szcze­gólnego miejsca w górach. Są tu również utwo­ry poetyckie stylizowane na pieśni ludowe, z charakterystycznym dla nich refrenem i powtó­rzeniami. Liczne wiersze odznaczają się nie­zwykłym bogactwemśrodków stylistycznych, które czytelne są również w przekładach.

Godna polecenia jest zatem jeleniogórska antologia poezji o Karkonoszach, pozwalająca na jakże intensywne przeżywanie gór, wpro­wa­dzająca w nastrój górskiego zauroczenia, ukazująca niezwykłą gręświatła i barw, w ja­kie obfitują całe Sudety.

Joanna Bzdok




Ida Sadowska: Egzotyzm i swojszczy­­zna w prozie Ferdynanda Goetla z lat 1911-1939, Wydawnictwo Wyższej Szko­ły Pedagogicznej im. Jana Kocha­nowskiego, Kielce 2000, s. 279+1nlb.

Jak można sądzić po polonistycznych pu­blikacjach ostatnich lat, trwa czas nadrabiania historycznoliterackich zaniedbań i zaległości. Odnosi się to w szczególności do literatury mi­nionego dopiero co stulecia, na której odbiorze w kraju - także w obiegu naukowym, w krę­gach badaczy i profesjonalnych znawców - moc­­no za­ciążyły kryteria ideologiczne, skazując na nieistnienie znaczną część pisarzy i dzieł. Ta­kiemu - motywowanemu politycznie - wyklu­czeniu podlegał w latach PRL-u m. in. Ferdy­nand Goetel (1890-1960), jeden z ciekaw­szych prozaików, zwł. w Dwudziestoleciu, ale i póˇniej, po II wojnie. Był powieściopisarzem i nowelistą, poza tym nieszablonowym publi­cy­stą, autorem reportaży podróżniczych i wspom­­nień oraz dramaturgiem, a jednocześnie rzutkim działaczem i organizatorem, który za­zna­czył się wybitnie w życiu literackim Dru­giej Rzeczypospolitej, prezesując wpierw pol­skiemu PEN-Clubowi, następnie Związkowi Zawodowemu Literatów Polskich oraz zasia­dając w Polskiej Akademii Literatury. Jego aktywność nie zmalała w „czasach wojny” (nb. taki tytuł noszą wartościowe wspomnienia pi­sarza z lat 1939-1946), choć uległa wtedy oczy­wistemu ograniczeniu. W okupowanej War­sza­wie Goetel przewodniczył sekcji literackiej Rady Głównej Opiekuńczej, założył tzw. Kuch­nię Literatów, prowadzoną przez jegożonę, re­dagował (razem z Wilamem Horzycą) pod­ziemne pismo„Nurt”… Był też pierwszymświadkiem odkrytych w Katyniu grobów pol­skich oficerów, dokąd pojechał na zaproszenie niemieckie, lecz za wiedzą i zgodą władz pod­ziemnego państwa polskiego. Ten fakt zawa­żył na dalszych jego losach: jako naocznyświa­dek sowieckiej zbrodni, a zarazem znana osobistość, stał się dla komunistycznych władz najbardziej niewygodną postacią. Po wkrocze­niu do Polski Armii Czerwonej był usilnie po­szukiwany (ścigano go nawet listem gończym pod zarzutem kolaboracji z okupantem), a w konsekwencji został zmuszony do ucieczki z kraju na emigrację, gdzie pozostał do końcażycia.

Ukazująca się 40 lat po śmierci pisarza pra­ca Idy Sadowskiej jest pierwszą monogra­fią twórczości trochę zapomnianego (i dotąd nie w pełni przywróconego polskim czytelni­kom) pisarza. Po drukowanych w czasopis­mach artykułach i szkicach z ostatniej dekady (nierzadko wybitnych autorów, jak Stefan Kisielewski, Wiesław Paweł Szymański, Jacek Trznadel) przyszła wreszcie kolej na książkę. I choć opracowanie nie obejmuje całości dzieła Ferdynanda Goetla, bez wątpienia wypełnia dotkliwą lukę i inspiruje do dalszych szczegó­łowych studiów. Pionierstwu badawczego przed­sięwzięcia kieleckiej badaczki odpowia­da na ogół godne uznania, filologicznie soli­dne wykonanie. W zakreślonych ramach czaso­wych (1911-1939) mieszczą się zarówno literackie pierwociny, młodzieńcze utwory prozą i wier­szem (głównie o tematyce taternickiej i ta­trzań­skiej), pisane jeszcze przed I wojną światową i przypadające na schyłkową fazę Młodej Pol­ski, jak i najważniejsza część dorobku pisarza - ta z lat międzywojennych. Tak więc poza ob­szarem badawczej uwagi pozostaje twórczość i działalność autora Ludzkości w czasie II woj­ny światowej oraz w okresie emigracyjnym. Te­mu - raczej rozsądnemu - ograniczeniu to­warzyszy jeszcze jedno: ponieważ praca po­święcona jest prozie, stanowiącej niewątpliwie trzon pisarstwa autora Z dnia na dzień, autorka wyłączyła pozostałe rodzaje twórczości, np. dramaturgię. Żałować należy, że bogata i różno­rodna publicystyka Goetla zaprezentowana zo­stała tylko fragmentarycznie i raczej pobieżnie, choć i tak najszerzej z dotychczasowych ujęć. Do interpretacji pisarskiego dzieła autor­ka wybrała funkcjonalną w tym wypadku opo­zycję swojszczyzny i egzotyzmu; te kategorie stanowią oś wywodu, pozwalającą opisać do­wojenną (do II wojnyświatowej) twórczość Ferdynanda Goetla.

Sadowska rozpatruje prozę autora Przez płonący Wschód, stosując klucz autobio­gra­ficzny. Słusznie, bo jego utwory bądˇ bezpośre­dnio wprowadzają poznaną i doświadczoną rzeczywistość, co ma miejsce choćby w prozie dokumentarnej, pamiętnikarsko-podróżniczej, bądˇ pośrednio transponują materiał przeżyć w formy fikcjonalne, opowiadania i powieści. Tak np. wyprawa na Islandię zaowocowała dwiema realizacjami: relacją z podróży Wyspa na chmurnej Północy (1928) i powieścią Serce Lodów (1930). Podobnie temat turkiestański czasów pierwszej wojny światowej i po prze­wro­cie bolszewickim wyrasta z przeżyć Goet­la, który znalazł się na terenie imperium rosyj­skiego w charakterze „jeńca cywilnego”, c.k. poddanego. Świadectwem tego pobytu i uciecz­ki było ciekawe itinerarium Przez płonący Wschód (powst. 1921, publ. 1924), natomiast ich literacka transpozycja dokonała się w zna­komitych nowelach z tomów Pątnik Karapeta (1923) i Ludzkość (1925) oraz powieściach Kar-Chat (1923) i Z dnia na dzień (1926). Ja­ko eksplorator egzotyki (Turkiestan, Indie, Egipt, Islandia) pozostaje Goetel jednym z naj­bardziej interesujących twórców międzywo­jennego reportażu podróżniczego. Owo za­mi­łowanie do zamorskich peregrynacji zyskuje swoje oryginalne dopełnienie w eksponowaniu postawy rodzimości i swojskości, europocen­trycznej i jeszcze bliższej: rdzennie polskiej, ostentacyjnie sarmackiej. Obie te postawy autor­ka stara się wszechstronnie przedstawić i wnikliwie zanalizować. Za szczególnie cenne uznać należy również rozszerzenie korpusu rozpatrywanych tekstów pisarza, z jednej stro­ny o utwory młodzieńcze, zwł. próby poetyc­kie (a wiersze powstawać będą też póˇniej: je­den z nich pojawi się nawet na łamach Peipe­rowskiej „Zwrotnicy”, inne powstaną na emi­gracji), z drugiej o teksty rozrzucone w mię­dzy­wojennej prasie. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na omówiony przez Idę Sa­dow­ską cykl reportaży z Górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego pt. Ludzie i maszyny (druk. w „Gazecie Polskiej” w 1934 r.), który wyznacza zwrot w podróżopisarstwie autora Egiptu, rezygnującego z eksploracji egzotyki zamorskiej na rzecz krajowej.

Aktywizm postawy, chęć uczestnictwa w sprawach publicznych, światopoglądowy non­konformizm znajdą ujście w póˇnych latach trzydziestych w postawie politycznej Goetla, negującego zarówno terror sowieckiego komu­nizmu, jak i słabości liberalnej demokracji. Zaprowadzi to pisarza do swoiście odczytywa­nego faszyzmu, czego wyrazem będzie tom publicystyczny Pod znakiem faszyzmu z 1938 r., noszący cechy deklaracji ideowej. Choć w tym miejscu też wypada zaznaczyć, że ta część pracy pozostawia pewien niedosyt. Także po­wieść autotematyczna Z dnia na dzień, bodaj najbardziej znany utwór Goetla, który odniósł międzynarodowy sukces i zapewnił autorowi sławę (po wojnie zresztą nigdy w Polsce nie wznowio­ny, egzystujący w zasadzie w poloni­stycznej legendzie), domaga się mimo wszyst­ko wni­kliwszego omówienia. Konstatując pe­wne nie­dociągnięcia, które dla całości pracy nie są bynajmniej decydujące, przyznać trzeba,że autorka wywiązała się z założonego zadania nader sumiennie. Otrzymaliśmy cenną pracę, przywracającą pisarstwo mocno przez histo­ryków literatury zaniedbanego autora. Choć wyobrażenia w rodzaju poniższych przeważ­nie są złudne, pozwolę sobie wyrazić nadzieję, iż - być może - książka Idy Sadowskiej będzie zachętą dla (nie tylko profesjonalnych) czytel­ników, a także - daj Boże! - ambitniejszych wydawców literatury polskiej.

Krzysztof Polechoński




Zespół autorów pod kierunkiem Gra­żyny i Romana Lewickich: Na und?, część 1 i 2, Wyda­wnictwo Szkolne PWN, Warszawa 1999 (część 1), 2000 (część 2)

Spośród podręczników do nauki języka niemieckiego dostępnych obecnie na polskim rynku podręcznik„Na und?” zasługuje na szczególną uwagę, gdyż jest innowacyjny pod wieloma względami:

1) został napisany z myślą o konkretnej gru­pie uczących się, a mianowicie dla polskich uczniów szkół średnich, którzy uczą się języka niemieckiego jako drugiego języka po języku angielskim. Dlatego też autorzy przywiązują dużą wagę do kontrastywności i interferen­cyj­ności języka polskiego i angielskiego. Wycho­dząc z założenia, że klasy w polskich szkołach są językowo homogeniczne, autorzy zapropo­nowali podręcznik dwujęzyczny. Przygotowa­nie do komunikacji odbywa się w „Na und?” w obu językach. Materiał gramatyczny jest oma­wiany w języku polskim, co ułatwia poró­wnanie obu systemów językowych (języka pol­skiego i niemieckiego) i tym samym pozwala uni­knąć błędów wynikających z interferencji. Sama komunikacja zaś odbywa się już w ję­zy­ku niemieckim;

2) został opracowany zgodnie z najnow­szy­mi koncepcjami glottodydaktycznymi, któ­re za­kła­dają nauczanie całościowe, komunika­cyjne, interakcyjne, procesualne, problemowe i inter­kulturowe;

3) zgodnie z polityką kształcenia języko­we­go w Unii Europejskiej od roku 2000 podręcznik„Na und?” proponuje naukę języka w dwóch zakresach sprawnościowych: rece­pty­wnego i produktywnego użycia języka na poziomie pod­stawowym. Materiał językowy zo­stał więc w każdej części podręcznika przy­go­towany do realizacji:

a) w wariancie ekstensywnym - dla re­ce­pty­­wnego zakresu sprawnościowego w liczbie 65– 70 godzin lekcyjnych (przy dwóch godzi­nach języka tygodniowo),

b) w wariancie intensywnym - dla produ­kty­­wnego zakresu sprawnościowego w liczbie 130–135 godzin (przy czterech godzinach ję­zyka tygodniowo);

4) materiał został podzielony na jednostki dy­daktyczne, tworzące etapy:

a) etap pierwszy obejmuje pierwsze trzy jednostki - Begegnungen. Celem tego etapu jest rozbudzenie zainteresowania językiem niemieckim, wprowadzenie do komunikacji werbalnej i niewerbalnej na poziomie rutyno­wym, pobudzenie aktywności uczniów, przy­gotowanie ich do pewnych ról językowych;

b) drugi etap obejmuje 12 jednostek dyda­ktycznych pod nazwą Episoden. Celem jest tu rozwijanie kompetencji interakcyjnej w kon­tekście socjalnym, w tzw. epizodach. Materiał gramatyczny jest opanowywany na poziomie tzw. rutyn językowych;

c) trzeci etap (druga część „Na und?”), obej­­muje dziesięć jednostek dydaktycznych -  Ein­sichten, czyli świadome wejrzenia w strukturę języka. W centrum zainteresowania znajdują się tutaj cztery zakresy działania: odkrywanie  języka i rządzących nim struktur, rozumienie i analiza tekstów pisanych i mówionych,  two­rze­nie własnych tekstów oraz komunikacja. Zdobywana kompetencja językowa nie jest jednak jedynym profitem: uczniowie przygo­towują się tutaj do samodzielnej pracy z tek­stami -  nie tylko obcojęzycznymi, ale i polski­mi. Uczą się więc robić rzetelne notatki,łączą posiadane już wiadomości z nowymi, selekcjo­nują informacje, porządkują je, uczą się orga­nizować własne teksty tak, aby posiadały one wewnętrzną strukturę;

d) po określonych partiach materiału znaj­dują się jednostki powtórzeniowe Plateau, których zadaniem jest z jednej strony utrwa­le­nie mate­riału oraz kontrola, z drugiej zaś tera­pia wystę­pujących deficytów;

5) teksty znajdujące się na początku każdej je­dnostki mają na celu wprowadzenie do tema­tu bądˇ jego podsumowanie– w zależności od wariantu i etapu nauczania. W grupach eksten­sywnych zadania związane z tekstem mają cha­rakter receptywny i reproduktywny, w gru­pach intensywnych także produktywny. Auto­rzy podręcznika zrezygnowali z często spoty­ka­nych list słownikowych podawanych po tekście na rzecz polskich wersji tekstów umie­szczonych w podręczniku do pracy indywi­du­alnej. Ma to umożliwić uczniom rozpoznanie znaczenia słów w kontekście i unikanie tłuma­czenia tekstów słowo po słowie. Teksty mogą także służyć analizie kontra­stywnej języka, a na zaawansowanym etapie rozwijaniu spra­wnoś­ci translatorycznych;

6) zadania mają charakter interakcyjny i słu­żą rozwijaniu określonych sprawności języ­ko­wych w sposób zintegrowany. Zadania są tak pomyślane, aby uczący się sam odkry­wał ję­zyk i jego funkcje w procesie komu­nikacji. Poprzez zadania uczniowie rozwijają strategie komunikacyjne i socjalne– uczą się działać ję­zykowo;

7) materiał gramatyczny został podzielony od­powiednio do każdego etapu podręcznika, a progresja gramatyczna nie jest tu najważ­niej­sza. Początkowo struktury gramatyczne są wpro­wadzane nieświadomie. Tylko w przypadku występowania deficytów nauczyciel objaśnia wybrane problemy.  W kolejnym etapie nastę­puje wejrzenie w niektóre reguły języka i ich funkcje. Następuje tutajświadoma praca nad językiem obcym, polegająca często na poró­wnywaniu struktur gramatycznych i ich funkcji w języku polskim i niemieckim;

8) podręcznik pozwala na rozwijanie kom­pe­­tencji interkulturowej poprzez:

a) przedstawienie sytuacji codziennych i dzia­­łanie językowe w tych sytuacjach, np. wi­zy­ta u lekarza, zakupy, podróże, poruszanie się po mieście itp.,

b) przedstawienie sytuacji charakterystycz­nych dla krajów niemieckojęzycznych, np. wy­przedaż letnia i zimowa (Sommer- und Win­terschlussverkauf), pchli targ (Flohmarkt), re­guły obowiązujące w niemieckiej szkole, Wo­chen­endticket, aktualne ceny, przygotowa­nie imprezy (potrawy i menu), opis przecię­tnych rodzin, stylużycia, nawykówżywienio­wych,

c) informacje i materiały o charakterze re­alioznawczym, które są punktem wyjścia dla działań językowych, np. autentyczne teksty (bilety wstępu na koncerty, do teatru, opery i muzeum, na przejazd różnymiśrodkami ko­mu­nikacji, znaczki pocztowe, karty telefo­nicz­ne, mapki,świadectwo szkolne, rozkłady ja­zdy, program telewizyjny, reklamy, fragmenty bajek, autentyczne teksty informacyjne, np. ankiety itp.), zdjęcia znanych Niemców, Aus­triaków i Szwajcarów, zdjęcia znanych miejsc, regionów turystycznych,

d) młodzieżowy język;

9) dwa rozdziały w drugiej części podręcz­ni­ka mają na celu zapoznanie uczniów ze stra­te­giami i technikami uczenia się języka obcego: uczenie się i zapamiętywanie słownic­twa, ana­lizowanie, zapamiętywanie i używanie reguł gramatycznych, pamięciowe uczenie się, ro­zumienie tekstów mówionych i pisanych, roz­wijanie sprawności swobodnego wypowia­da­nia się w mowie i piśmie. Omówiony jest także wpływ temperamentu i stylów uczenia się na proces zapamiętywania. Uczniowie mają mo­żliwość ustalić swój typ uczenia się poprzez zamieszczone w tych rozdziałach psychotesty. Mogą także wymienić się uwagami dotyczą­cy­mi organizowania i kontrolowania procesu uczenia się. Uczniowie omawiają także przy­czyny niepowodzeń w nauce (stres, negatywne nastawienie) i poznają sposoby radzenia sobie z nimi– a wszystko to w przystępnej i intere­sują­cej formie;

10) poradnik dla nauczyciela zawiera infor­ma­cje na temat koncepcji glotto­dydaktycznej oraz propozycje dydaktyczno-metodyczne, z któ­rych mogą korzystać nauczyciele pracując z podręcznikiem „Na und?”. Bardzo pomocny jest  zaproponowany przez autorów rozkład materiału zawierający dokładne wskazówki, które zadania,  w jakiej kolejności i w jakim tempie (w zależności od wariantu) mają być realizowane. Przed dokładnym opisem każdej jednostki dydaktycznej podane są także umie­jętności, jakie uczeń powinien zdobyć w trak­cie realizacji danej jednostki. Podane są rów­nieżśrodki językowe (leksyka i gramatyka), na które został położony nacisk.

11) Godny uwagi jest sposób, w jakim zo­stał­y opisane poszczególne zadania. Uwzględnio­no tu następujące kryteria:

cele, które mają być osiągnięte poprzez re­alizację zadania,

formy socjalne,

formy pracy,

szczegółowy opis,

możliwa interakcja,

w razie potrzeby dodatkowe wskazówki, dotyczące m.in. innych możliwości realizacji.

Poradnik dla nauczyciela zawiera także ma­teriały do kopiowania oraz testy.

12) Podręcznik„Na und” przygotowuje ucz­niów do nowej matury na poziomie podsta­wo­wym poprzez rozwijanie w sposób zinte­gro­­wa­ny czterech sprawności językowych.

Podręcznik„Na und?” uwzględnia więc warunki panujące w polskich szkołach oraz potrzeby polskich uczniów: może być realizo­wany w klasach z dwiema, trzema bądˇ czte­re­ma godzinami języka niemieckiego tygo­dnio­wo, przewidziano zadania dla klas bardziej i mniej licznych, umożliwia produktywne i re­ceptywne opanowanie języka niemieckiego.

Wielką pomoc znajdą tutaj zwłaszcza po­czątkujący nauczyciele, którzy otrzymali szcze­gółowy opis przebiegu zajęć, celów oraz wła­snych i uczniowskich aktywności. Nauczyciele z dużym doświadczeniem znajdą tutaj z pe­wnoś­­­­cią nowe impulsy, pomysły oraz rozwią­zania.

Dwie pierwsze części podręcznika„Na und?” wyposażyły uczniów w podstawowe umiejętności językowe, umożliwiły im po­pra­wne werbalne i niewerbalne komunikowanie się w sytuacjach codziennych, przygotowały ich do samodzielnej pracy nad językiem ob­cym poprzez wskazanie szeregu technik i stra­tegii uczenia się oraz wzbudziły zaintere­sowa­nie uczniów krajami niemieckojęzycznymi i ich kulturą.

Zapowiadana więc na sierpień 2001 trzecia część „Na und?”, zawierająca jednostki dy­da­ktyczne Szenen oraz Ideen, pozwoli ucz­niom rozwinąć także kompetencję socjokulturową, niezbędną do prawidłowego funkcjonowania w dzisiejszej Europie.

Mirosława Nikodemska

Sabina Czajkowska-Prokop




Erich Straßner: Die Zeitung, 2., ver­änd. Aufl., Tübingen: Niemeyer, 1999 (Grundlagen der Medienkommu­nika­tion, Band 2).

Die Monographie von Erich Straßner ist ein wesentlicher Beitrag zur Entwicklung der theoretischen Grundlagen der Medienkommu­nikation. In der lapidaren Form skizziert sie die wichtigsten Entwicklungsrichtungen der Zeitung seit ihrer Entstehung bis zur Gegenwart.

Der Verfasser geht vom Kapitel„Begriff und Titel“ aus, indem er auf die Etymologie des Wortes„Zeitung“ (mittelniederdeutsch-niederländisch„tidinge“ = Botschaft, Nach­richt) und seine Begriffserklärung hinweist. Dann folgt die Aufzählung von Titeln, unter welchen Zeitungen in unterschiedlichen Zeit­abschnitten herausgegeben wurden, sowie ihre kurze Charakteristik. Straßner analysiert dabei die unterschiedlichen Faktoren, die Form, In­halt und Titel der Zeitung beeinflussen.

Im Kapitel „Auf dem Weg zu einer Theo­rie“ geht der Verfasser auf die typischen gat­tungsbestimmenden Eigenschaften der Zei­tung: Periodizität, Aktualität, Universalität und Pu­bli­zität ein. Er befasst sich auch mit der Glaub­würdigkeit der Zeitung, Reglemen­tie­rung von Zeitungen, Überwachung von Auf­lagen, Pres­sekonzentration und der Rolle der Presse im soziokulturellen Bereich. Letztend­lich wird die Problematik des immer größeren Wettbe­werbes innerhalb der Medien ange­spro­chen.

Das Kapitel „Klassifizierung“ besteht aus zwei Teilen. Zuerst analysiert der Verfasser die Formen der Zeitung, sowohl im Äußeren, d.h. in der textuellen und druckgraphischen Gliederung, als auch im Inneren, d.h. im in­haltlichen Bereich. Straßner charakterisiert kurz die wichtigsten redaktionellen und nicht-redaktionellen Formen der Zeitung: Artikel, Bericht, Nachricht, Feature, Reportage, Inter­view, Kommentar, Glosse, Leserbrief, Feuille­ton, Kritik und Anzeige. Am Rande folgt ein kurzer Diskurs über die Rolle der Presseagen­turen im Kommunikationsprozess. Dann wird eine Übersicht der wichtigsten Zeitungstypen des 20. Jahrhunderts dargestellt. Straßner un­terscheidet hier folgende Typen: Tageszei­tungen, Kauf- oder Boulevardzeitungen, Wo­chen- und Sonntagszeitungen, Anzeigeblätter.

Das Kapitel „Aufgaben und Leistungen“ veranschaulicht die Rolle der Zeitungen in der Gesellschaft. Es folgen demnächst folgende Themenkreise: Information und Öffentlich­keitsarbeit, Kontrolle und Kritik, Bildung und Erziehung, Werbung und Dokumentation. Als Fazit werden nach Heinrich (Jürgen Heinrich: Medienökonomie. Bd. 1, Opladen 1994, 199f.) folgende Produkteigenschaften der Zeitung aufgezählt und kurz dargestellt: räumliche, sachliche und zeitliche Mobilität, zeitliche In­tensität, Regionalisierbarkeit und Variierbarkeit.

Im den gestalterischen Mitteln gewidmeten Kapitel führt uns der Verfasser in die formale (technische) und sprachliche Gestaltung der Zeitung hinein. Straßner versetzt uns in das 17. Jahrhundert, um gleich danach über Jahrhun­derte hinweg den Fortschritt in der Drucktech­nik zu veranschaulichen. Besonders viel Auf­merksamkeit wird der sprachlichen Gestaltung der Zeitung gewidmet. In den Vordergrund treten hier die Entwicklungen bei der Ver­wen­dung von sprachlichen Mustern ein­schließlich von Fremdwörtern und Wortschöpfungen so­wie syntaxbezogene Aspekte.

Das darauffolgende Kapitel behandelt die Rolle der Redakteure und Journalisten, die    un­­terschiedlich in der Bundesrepublik und in der ehemaligen DDR aufgefasst wurde.

Weitere Kapitel erörtern Aspekte der Zei­tungsverbreitung und geben einen Exkurs über die Entwicklung der Leserstruktur während der vier letzten Jahrhunderte. Anhand der Zahlan­gaben und Statistiken veranschaulicht Straßner die rasche Entwicklung der Zeitungsverbreitung.

Drei letzte Kapitel - Forschung, Kritik und Geschichte der Zeitung - runden das Themen­spektrum ab.

Dem Band wurden ein umfangreiches Li­te­raturverzeichnis und ein Namenregister bei­ge­fügt. Die Straßnersche Monographie zeichnet sich durch die klare Einteilung in Themen­be­reiche aus, die jeweils Gegenstand der einzel­nen Kapitel sind. Die klare und gezielte Spra­che wirkt verständlich auf den Leser. Der Band gehört zum breiteren Themenkreis der Grundlagen der Medienkommunikation, somit werden auch diese Grundlagen hinsichtlich des Zeitungswesens auf veranschauliche Weise übermittelt. Der Verfasser verlangt vom Leser keine profunde Kenntnis der Zeitungsthematik. Diese Kenntnis wird ihm vielmehr stufenweise beigebracht. Das geschieht aber nicht eintönig und enzyklopädisch. Der Verfasser bemüht sich, den Leser in die Realien der beschriebe­nen Zeiten zu versetzen, indem er Zitaten­bei­spiele aus der damaligen Presse angibt, wie etwa aus amtlichen Wehrmachtsberichten aus dem 2. Weltkrieg. Die gelieferten Informa­tionen werden chronologisch angeordnet. Die Bündigkeit der Monographie erlaubt keine lan­gen Ausführungen. Straßner konzentriert sich auf die wichtigsten Tatsachen. Alles erfolgt wie automatisch aber zugleich logisch und durchschaubar. Eine besondere Aufmerksam­keit wird der Nazizeit und der Teilung Deutsch­lands unter Berücksichtigung der Sonderent­wicklung des Zeitungswesens in der ehema­li­gen DDR („Presse neuen Typs“) gewidmet. Das bedeutet aber nicht, dass andere Zeitab­schnitte vernachlässigt werden. Dies ist darauf zurückzuführen, dass eben diese Zeitabschnitte als bestimmte Zäsuren in der Entwicklung der deutschen Gesellschaft des 20. Jahrhunderts gelten und somit einen direkten oder indire­kten Einfluss auf das Zeitungswesen im gegen­wärtigen Deutschland ausgeübt haben. Die je­weiligen Kapitel sind kompakt und abge­schlos­sen. Zu erkennen ist das umfangreiche Wissen des Verfassers, was in den angeführten Na­men, Zitaten und Zahlangaben zum Ausdruck kommt. Straßner greift oft auf die Arbeiten von anderen Zeitungskritikern auf, führt nicht nur Aussagen seiner